Dejzuch się wyszalał, wybiegał , aż mnie to wszystko zdziwiło :D Szłyśmy wzdłuż rzeki , Daisy na murku ja po normalnej ścieżce ;) Aż tu nagle koło nogi prześlizgnął mi się zaskroniec. Obrzydliwy był. Paskudny. Wił się aż do samej trawy (fuuujjjj...) , a Daisy co zrobiła ?! W pogoń ZA NIM!!! Akurat szła na smyczy, więc ja poleciałam razem z nią. Krzyczę do niej: ,, Dejzuś , zatrzymaj się, czekaj!'' Stanęła , ale tylko dla tego ,że straciła z oczu węża. Ludzie którzy nas obserwowali na pewno mieli niezły ubaw. Sama potem zaczęłam się śmiać jak głupia. W takiej akcji to Daisy jeszcze nie widziałam :D
PS. Dejzuch był u fryzjera ;)
Zostawiam fotki :


Jutro dam więcej ;)




